RSS
 

26 września 2016

26 wrz

Na wstępie – dziękuje wszystkim za komentarze i za to, że tutaj zaglądacie ;) .

Nie napiszę tutaj ani słowa czy byłem u lekarza? A jeśli nie to kiedy i co dalej itp.

Chcę od tego – chociaż tutaj odpocząć. Tyle ile się da. Powiem tylko, że moja (z pomocą internetu) diagnoza była trafna i będzie mnie czekać badanie pod kątem nowotworowym.

Tymczasem piszę to wszystko z uśmiechem na ustach. Zamierzam w swój własny, pokręcony sposób korzystać z życia. Dla innych może to nie być korzystanie. Trudno. Niech każdy przeżywa SWOJE życie tak jak mu się podoba :) .

Tak poza tym to od wczoraj dokucza mi gardło. Nadchodzi jesienny październik, więc zaczyna się mój okres na chorowanie, hehs..

[...]

Ja tu gadu gadu o zdrowiu, a pominąłem jakże istotną rzecz! Zbliża się dość intensywny okres w pracy. Znowu. Aff… Chyba zdążyłem się w pewien sposób do tego przyzwyczaić. Idzie mi lepiej niż zawsze, więc czym tu się denerwować? 
Od 1 października będę już zarabiał „z podwyżką”. Cóż za miłe uczucie. Trzeba jakieś finansowe cele sobie ustawić, żeby nie było tak nudno. Czym jest życie bez celów, nie sądzicie?

Aaaaa! Prawie zapomniałem! Przez to wszystko co się ostatnio tutaj dzieje, w ogóle nie interesują mnie nowe dziewczyny, które przychodzą do pracy. Mało tego – straciłem jakoś zainteresowanie ogólnie poszukiwaniem dziewczyny. Może to i dobrze… :)

 

Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło,
trzymajcie się. :D

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Pamiętnik

 

22 września 2016

22 wrz

Objawy wydają się mniejsze niż wczoraj. Możliwe, że ustępują. Czuję się dziś nieco lepiej. Samopoczucie lekko poprawione.

To wszystko jednak sprowadziło się do jednego – zamierzam zacząć dbać o siebie i zdrowie. Mówię tutaj całkiem serio.

Pisałem kiedykolwiek, że jestem wcześniakiem? Takim wczesnym – bo 6 miesięcznym. Miałem całe 3 punkty (w 10 stopniowej skali). Nie mam pojęcia jak ona się nazywa. Jednak tyle lat i jakoś większych kłopotów ze zdrowiem nie miałem. Nie licząc jednego małego incydentu, który możliwe, że ma wpływ nawet teraz.

Więc wcześniak… mówi się, że oni częściej chorują itd. Możliwe. Koniec końców zamierzam wykonać badania. Na wszystko. Gdy tylko znajdę chwilę, może kilka dni urlopu niebawem uda mi się dostać. To wtedy zacznę.

Zawsze sądziłem, że nienawidzę lekarzy. To nieprawda. Jak mogę nienawidzić ludzi, których nie znam? Nienawidzę lekarzy jako zawodu? To głupie. Wtedy bym nienawidził ludzi, którzy próbują ratować życia innym. To nie nienawiść. To strach. Strach przed jakąkolwiek diagnozą.

Ale wiecie co? Chcę spełniać swoje marzenia. Przynajmniej postaram się spełnić część.

Dziewczyna, ślub / żona, dzieci i reszta życia z nimi priorytetowo. No, ale wiadomo, jeśli diagnoza, którą sobie postawiłem będzie poprawna to z tego marzenia będę musiał zrezygnować na pierwszym miejscu. Smutne, dlatego wolę o tym nie myśleć. Myślę, że po prostu bym tego nie zniósł.

Przyjaźń – mam kilka kontaktów, które trwają już kilkanaście lat. Dużo zrobię, żeby przynajmniej część z nich przetrwała jeszcze kilkadziesiąt lat. Przyjaźń w życiu jest bardzo ważna!

Praca | pieniądze – mogę powiedzieć, że to w tej chwili dla mnie najważniejszy punkt. Bez tego wszystko inne się nie liczy. Swój rozwój, umiejętności…

Podróże | Japonia i Hiszpania – przynajmniej jedno z tych miejsc muszę odwiedzić.

 

Choćby pioruny waliły to nie spocznę, póki któryś z tych punktów nie zostanie wypełniony.

 

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Pamiętnik

 

21 września 2016 – koniec rozdziału?

21 wrz

Cholera jasna. Kiedyś już coś podobnego pisałem, ale teraz będzie znacznie… bardziej!

Na tym blogu pojawia się mnóstwo problemów – można by rzec, dla mnie, pierwszego sortu.

Dziewczyny? Miłość? Przyjaźń? Życie towarzyskie? Pieniądze? Praca? Awanse? Hobby?

Jest tych problemów cała masa, tylko że są sytuacje, w których te rzeczy nie mają kompletnie żadnego znaczenia, jednocześnie mając wszystko.

Problemy ze zdrowiem. Jeśli taki problem się w naszym życiu pojawia to reszta nie jest dla nas istotna. Chcemy tylko być zdrowi, prawda…?

 

Nie jestem osobą, która specjalnie choruje. Powiedzmy raz do roku. Tak umiarkowanie. Reszta to jakieś tam przeziębienia krótkotrwałe. Jestem też facetem, więc wszelakie wizyty u lekarzy są z mojej strony bardzo niemile widziane.

 

I tutaj się cofam XX lat wstecz. Nie raz tam człowiek coś widział, ale zawsze to były problemy błache, zbywało się. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z wartości zdrowia, póki nie zacznie go tracić…

A gdybym tutaj napisał, że coś mi dolega? Że nie mogę nikomu o tym powiedzieć? Wpisuję więc w internet. Szukam informacji. Czytam. Ręce zaczynają mi drżeć i ogarnia mnie przerażenie, strach.

Nie pójdę do lekarza. Jestem świadomy, że to będzie koniec… rozdziału. Miłość, przyjaźń, praca, pieniądze, marzenia, rodzina, hobby… To wszystko zostanie skreślone. Jedną, grubą kreską.

Chyba nie jestem gotowy z tego wszystkiego zrezygnować… :(

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Miłość, Pamiętnik

 

17 września 2016

17 wrz

Jestem. Wróciłem. Cześć wam!!

Możecie nie rozumieć tego wpisu. Nie zrozumieć mnie. Jestem tego świadomy.

Dzisiaj – w sobotę – był jeden z lepszych moich dni. Na pewno najlepszy w tym roku. Możliwe, że najlepszy od bardzo dawna. A ja teraz siedzę i jestem przepełniony ogólną radością.

Czemu? Nie wiem, może składa się na to dużo czynników :) … Zacznijmy od tego, że spełniłem – wróć! – SPEŁNIŁEM swoją obietnicę, którą ciągnąłem już dobre 7 lat! 
W końcu się udało i odwiedziłem swojego dobrego przyjaciela. Niestety byłem tylko u niego kilka godzin, bo podróż w obie strony zabrała dość dużo czasu. Ale to wystarczyło!
Nie widzieliśmy się już kilka dobrych miesięcy. Znajomości na takim poziomie mi naprawdę brakuje w takim życiu codziennym. Zawsze można zadzwonić, ale to nie to samo. Niby istnieją znajomi, koledzy, kumple, koledzy z pracy czy tam koleżanki. Ale to jest inna jazda – inna częstotliwość nadawania na falach. Jeśli miałbym zdefiniować pojęcie prawdziwej, trwałej przyjaźni to nie potrafię. Ale mogę powiedzieć, że to coś takiego!

No, ale dobra – zszedłem z tematu! Wiecie… to kawał drogi jak na jazde dla świeżaka samemu. Najbardziej się tego obawiałem PRZED… Powiedzmy parę dni w tył. Jak już pojechałem to koniec. Ogarnęła mnie euforia. Uświadomiłem sobie bardzo mocno jak bardzo KOCHAM JEŹDZIĆ AUTEM. Cholera, poważnie mówię! Sama przyjemność, cud, miód i orzeszki!

A co fajnego z odwiedzenia starego przyjaciela? Oprócz faktu samego w sobie to to, że mieszka w całkiem innym regionie, innej scenerii niż ja. Jego życie jest po prostu inne. Przez całe technikum, siedząc z nim w ławce, słuchałem jak wygląda tam jego życie. Teraz mogłem po części tego doświadczyć. ŻYCIE NA WSI. Prawdziwe. Prawdziwa gospodarka. Tu kilkanaście krów lata (na moje oko), tu z 10 kotów, tam jakieś psy… „Swojski zapach” unosi się gdzieś tam zza jakiegoś budyneczku. No i przejażdżka ciągnikiem! TO BYŁO COŚ! :D

Rodziców też ma całkiem w porządku. Nawet proponowali mi żebym został dłużej, przenocował. Nie jestem osobą, która lubi się w jakikolwiek sposób narzucać, więc odmówiłem ładnie. Chociaż niewykluczam, że kiedyś może i skorzystam, bo jednak te kilka godzin w tamtych terenach, z tymi ludźmi to ZDECYDOWANIE DLA MNIE ZA MAŁO. Spędziłem ten czas świetnie i dobrze się przy tym bawiłem. Już dawno się tak oderwany od rzeczywistości nie czułem!

Jak już wspomniałem możecie nie rozumieć tego co tutaj piszę, co przeżywam. Ok rozumiem. To dla mnie w pewien sposób niezapomniany dzień. Coś, czego się nie zapomina. Czego i Wam z całego serca życzę. :)

Takim oto radosnym akcentem kończę ten wpis. Miłego wieczoru – SIEMA! :D

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Pamiętnik

 

12 września 2016

12 wrz

Dzisiaj w pracy miałem takie małe rozkminy. Odnośnie jednego z moich obowiązków. Może wyolbrzymiam, a może nie, ale… Mój cały „kręgosłup moralny” nie ma się dobrze. Nie wiem, zjada mnie takie coś pomału od środka. Nie wiem czy to do końca jest w porządku. To jest po prostu oszukiwanie. Możliwe, że sobie coś wkręcam – przy tym się tylko niepotrzebnie nakręcając – a może coś faktycznie w tym jest. A co jeśli te wszystkie premie i podwyżki są tylko czymś w rodzaju zamydlenia mi oczu, żebym przymykał na to oko? Żeby robił to co mi każą?

Bo jak to jest w Waszych miejscach pracy? Bezwarunkowo wykonujecie polecenia służbowe, nie zadając przy tym pytań?

A co jeśli poprzedni informatyk odszedł nie z powodu tego, że znalazł lepiej płatną pracę, tylko z powodu, że nie chciał wykonywać pewnych czynności? 

A co w przypadku głębszych inspekcji czy kontroli? Jadąc już tak maksymalnie po bandzie – jaka jest możliwość trafienia za kratki? Jakie jest prawdopodobieństwo, że taki pracownik trafi do celi, a nie jego pracodawca?

Tak wiele rozkmin, tak  mało jasnych odpowiedzi…

[...]

Swoją drogą już przestałem zwracać uwagę na nowe pracownice w firmie. Ogólnie przestałem szukać dziewczyny, bo i tak z tego nic nie ma. Latka lecą, no cóż… Trudno. Jak coś kiedyś wyjdzie przez przypadek i bez planowania to OK.
Chociaż byłem wczoraj u starej koleżanki w domu. Zaraz, zaraz! A gdzie moja blokada przed odwiedzaniem innych? Nie wiem. To było spontaniczne. Bardzo. No więc odwiedziłem taką grubo pod prawie 10 letnią znajomą z byłej klasy. W sumie to zostałem poproszony o pomoc przy komputerze. Wizyta nie była długa, lecz wystarczyła, by się umówić na bardzo długo spacer (w nadchodzący weekend). Jaka szkoda, że już tak dawno ugrzązłem u niej głęboko we FRIENDZONE. Ostatnio nawet od niej słyszałem „my się kochamy… jak przyjaciele”.

Z drugiej strony – pół żartem, pół serio – jakiś rok / dwa lata temu usłyszałem od niej (parafrazuję): „Gdybyś trochę przytył to bym się mogła w Tobie zakochać :D ” . Masy już trochę przybrałem, więc kto wie jak się potoczy mój los.

Tymczasem postaram się nie nakręcać w sprawie numer jeden jak i numer dwa. 

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Miłość, Pamiętnik

 

7 września 2016

07 wrz

Wczoraj gadałem dość długo z kumplem (S) przez telefon i ostatecznie za tydzień jadę do niego w odwiedziny. W sumie zaproponował mi, żebym przyjechał do niego na 2 – 2 i pół dnia, ale od razu odmówiłem. Wiecie… Mam taką dziwną rzecz – nie jestem pewien czy o tym tutaj wspominałem. NIGDY nie lubiłem do kogoś przychodzić do domu. Nigdy. Od małego. Wolałem, żeby ktoś do mnie przyszedł, niż ja do kogoś. Czułem się nieswojo i dziwnie. Tyle lat, a to się we mnie nie zmieniło. Więc i tak DUŻY PLUS za to, że go w ogóle odwiedzę ( :D ), a tu on mi wyskakuje z noclegiem. Nie, zdecydowanie nie. Dodatkowo jestem osobą, która nie lubi się za bardzo narzucać i sprawiać kłopot, więc zapewne pobędę u niego z 2-3 godzinki i będę się zbierał do domu. Co z tego, że więcej tam będę jechał i wracał…
Szczerze to akurat taka cecha mnie strasznie męczy w moim charakterze. Nie ma jednak opcji, żebym to w sobie zmienił…

[...]

TYMCZASEM <werble> tutututututu… W pracy napotkała mnie super pozytywna wiadomość. Dostałem podwyżkę. Wohooooo! Teraz – w sumie – łącznie z premią będę zarabiał już ładne pieniądze jak na zarobki w mojej mieścinie. Ciężko było wszystkim odpowiadać „Z niczego :D ” na pytanie „Z czego Ty się tak cieszysz?!”. 

Pozdrawiam i życzę, żeby ten dzień był dla Was równie dobry jak dla mnie :P .

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Pamiętnik

 

3 września 2016

03 wrz

Wakacje się skończyły. Przynajmniej dla tych, co je mieli. Czyli nie dla mnie. Chociaż w pewnym sensie też. Dzieciaki i reszta uczniów tłumnie ruszają do szkół. To budzi we mnie wspomnienia. Cholera fajnie było. Jednak wiem, że to BYŁO. Minęło. Nie wróci. I nie ma co nad tym ubolewać. To niczego nie zmieni. Życie płynie dalej, a my z nim. Trzeba się z tym pogodzić i ruszać do przodu z głową wysoką podniesioną!

Wrzesień to nie tylko zmiany dla uczniów. Także dla mnie. Chwilowo to taki zarys w mojej głowie, który buduje się u mnie od kilku dni, więc nic więcej nie powiem. Czym by było życie bez ciągłych, nowych celów i postanowień? Bez nowych osiągnięć, wyzwań, marzeń? :)

Samochód już jest naprawiony. Częściowo dzięki bratu, który ma znajomego mechanika. Wziął dosłownie grosze. Teraz tylko skoczyć któregoś dnia do myjni i można w któryś weekend jechać odwiedzić mojego starego przyjaciela. Mam nadzieję, że tym razem nic mi planów nie pokrzyżuje. Kurde… Dawno go nie widziałem. Głupka jednego :) . Rozmowy telefoniczne to jednak nie to samo.

To chyba ostatna wzmianka o Wyjątkowej, która tą „wyjątkową” przestała być już jakiś czas temu. Albo nigdy nie była. Tylko wydawało się, że taką będzie? Zwolniła się. W sumie to nie przedłużyła dalej umowy. Już tu nie pracuje. Kontaktu z nią nie utrzymuję. Przez wzgląd na moje słowa prowadzącego z ostatniego wpisu. No cóż, to tyle.. Jedziemy dalej z tym życiem! :D

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Miłość, Pamiętnik

 

28 sierpnia 2016

28 sie

Wczoraj był dość spontaniczny dzień. Taki „nici z planowania”. Więc pojechałem z rodziną nad morze, na kilka godzin. Były inne plany, ale… mam niesprawne auto. Do wypłaty tak sobie postoi na parkingu. Czas sobie przypomnieć jak to jest dreptać do pracy na piechotę?

Wyjazd – mimo że krótki – był nawet bardziej satysfakcjonujący niż ten urlopowy. Pogoda sprzyjała. Można było poleżeć, zaczerpnąć witaminy D oraz lekko zamoczyć nogi… No tak, bo nie miałem kąpielówek. Spaliły się po ostatnim wyjeździe. Szkoda gadać. Do tego trochę zaszalałem w lunaparku i pozwoliłem sobie pokonywać kolejne bariery i lęki.

[...]

W życiu towarzyskim i miłosnym bez zmian. Może bez pozytywnych zmian. Czuję, że tracę kolejne znajomości, kontakty, więzy?

Zawsze żyłem w przekonaniu, że żeby zacząć nowe więzy, trzeba zerwać stare. Tak też robiłem. Trochę za namową innych ludzi. „Przestań się z tą i tą osobą kolegować. Ona ma na ciebie zły wpływ. To złe.” itp., itd. Oczywiście nie słuchałem takich komentarzy, ale z biegiem czasu, moje postrzeganie pewnych osób się zmieniało. Tak też zerwałem kilka znajomości, można by rzec przyjaźni. A może zerwały się drogą naturalną?

Teraz miałem taką niewielką grupę osób, z którymi utrzymywałem kontakt. Czuję, że ją tracę / straciłem. Z wielu powodów. Kumpel jakiś czas temu znalazł pierwszą pracę… Nie wierzę w to jak cholernie się zmienił przez to. Na minus oczywiście. Nie mogę się zadawać już dłużej z takim egoistą. Drażni mnie to cholernie i po prostu tego nie wytrzymam. Chyba jedna z bardziej znienawidzonych przeze mnie cech w ludziach – egoizm. 

Stąd też moje nowe nastawienie do osób: NIE BĘDĘ UTRZYMYWAŁ ŻADNEGO KONTAKTU NA SIŁĘ. Jeśli ktoś tego nie chcę to nie. Jeśli ktoś chcę to sam się odezwie i w ten sposób pokaże, że mu zależy na znajomości.
Tak – do Ciebie Wyjątkowa też to kieruję. A może już nie. Nie interesujesz mnie już.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Miłość, Pamiętnik

 

24 sierpnia 2016

24 sie

Dawno mnie tutaj jakoś nie było! Czy coś się przez ten czas działo? Chciałoby się rzec, że BARDZO DUŻO, ale niestety… W sprawy miłosne zostają odległym i zapomnianym tematem, w innych też nie mam za dużo do powiedzenia. Praca, praca, praca…

We wrześniu wpadają mi dodatkowe dwa dni wolnego. Wiecie.. Zaległy urlop – zamyka się okres rozliczeniowy – i takie tam.

Pamiętasz Drogi Pamiętniku, jak pisałem tutaj o tym, że GOŚCIU ma / może mnie zastąpić na moim stanowisku? To już jest raczej niezbyt aktualne. Fakt, faktem – GOŚCIU po urlopie ma przejść do naszego sklepu jako stały pracownik (plotki), aczkolwiek nie na moje miejsce. Dało mi to kilka osób do zrozumienia, a już dzisiaj w szczególności SZEFU. Tak wyszło, że coś tam gdzieś wypatrzył… No i ON też tak musi, a nawet i lepiej! Co z tego, że nie jestem na papierku „INFORMATYKIEM” – dobrze by było, gdybym bardzo dużo potrafił. Albo przynajmniej WSZYSTKO.
Miałbym być DODATKOWO odpowiedzialny jeszcze za obróbkę graficzną naszych dodatkowych promocji. Tak to mogę nazwać. Powinienem być bajerantem, prawda? Tylko tacy sobie radzą w życiu. Wiedziałem to i nie potrafiłem. Nie potrafiłem mu nakręcić makaronu na uszy. Zaśmiałem się, po czym przyznałem szczerze, że nigdy nie miałem z grafiką do czynienia w profesjonalnym tego słowa znaczeniu. TEN zasugerował, że ostatecznie może mnie, w ramach delegacji, wysłać do jakiegoś tam miasta, BO TAM TAK ROBIĄ. Nope, thanks!

Z tydzień sam nad tym posiedzę w domu. Tak „chwilę” dziennie. Zapewne warto pokombinować. Już wstępny projekt szablonu SZEFU dostał. Zobaczymy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Pamiętnik

 

16 sierpnia 2016

16 sie

Wracamy do normalności. Prawie. Pierwszy dzień po urlopie zaliczony. Byłem nastawiony, że będą jakieś tam zaległości, ale takie coś co dzisiaj zobaczyłem?

Gościu praktycznie NIC nie robił. Mam na biurku dokumenty i faktury z pierwszego sierpnia! CAŁY STOS PAPIERÓW. I mimo to miałem zajebiście dobry humor. Chyba nic mi go nie było w stanie dziś zepsuć. 
Co z tego, że mam bardzo dużo do zrobienia? Że robiąc to będą mi się odkładać rzeczy, które TERAZ powinienem robić na bieżąco? Jestem zadowolony, bo nie biorę za bardzo tego do siebie. :)
A co może SZEF będzie miał jakieś pretensje? No raczej nie, bo to nie ja zawaliłem tylko mój zastępca. Ale wiecie… JEGO RODZINA to nikt mu nie podskoczy, nikt nie powie prosto w twarz złego słowa. Wszyscy tylko burczą pod nosami.

I sprawdziło się – przynajmniej po części – to co pisałem wcześniej. GOŚCIU będzie pracował z nami w sklepie. Po urlopie to przyjdzie PODOBNO. Takie plotki ze wszystkich stron dochodzą, nawet od Kierowniczki. Czy się tym przejmuje? Absolutnie NIE! Ktoś chciałby mnie zastąpić? Może i SZEF. Jeśli tak to powodzenia mu życzę i dużo wytrwałości dla reszty załogi. Większego lenia w życiu nie widziałem :) . Odszedłbym w sumie z myślą i pewnego rodzaju satysfakcją (! TO GŁUPIE), że SZEFU się w końcu na nim przejedzie i będzie w murzyńskim otworze, ale już będzie ZA PÓŹNO i PAN ANONIMOWY nie wróci. To jednak nie koniec! Najbliższe 2 tygodnie będę TO nadrabiać, a kolejne 3 będę nadrabiać to co teraz mi się zrobi + jeszcze inne rzeczy, które też muszę wykonać.

Moja głowa zaczyna zakręcać przy każdym możliwym scenariuszu. Chcieliby mnie na kasę przerzucić? Odchodzę. Na magazyn? Odchodzę. Na stanowisko gdzie teraz był / jest GOŚCIU? Odchodzę. Pomijam fakt, że na tych wszystkich stanowiskach zarobi się mniej o kilka stów niż ja mam tutaj.
Jeszcze taka jedna myśl (lekko abstrakcyjna) – awans na kierownika. Wiem, że to moja fantazja tylko, ale tu z kolei pojawia się milion pięćset sto dziewięćset innych scenariuszy. Większość z nich w raz z argumentami mówią o tym, że w takiej sytuacji… DZIĘKUJĘ I ODCHODZĘ. Serio? Raczej tak… Jestem osobą, która NIENAWIDZI „NOWEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI”. Mogę być odpowiedzialny za coś, za co jestem już dłuższy czas. Jednak za nic nowego! Lubię nowe przeżycia, doznania, doświadczenia… Ale nie mógłbym być za tyle rzeczy odpowiedzialnym. Nope. Odpada. Zostańmy przy tym, że GOŚCIU mnie jednak nie zastąpi. Chyba najlepszy scenariusz! :D

Pozdrawiam wszystkich Czytelników 
- tych komentujących i tych nie,

Anonimowy. ;)

 

P.S.

Z Wyjątkową oficjalnie  w mojej głowie koniec (zanim się wszystko na dobre zaczęło). Miałem wyjątkowo dużo czasu na urlopie, żeby to przemyśleć. Zobaczyłem ją rano i… doszło do mnie, że mam dość jej gierek. Koniec końców ignorowaliśmy siebie nawzajem przez cały dzień. Niech tak pozostanie.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Miłość, Pamiętnik